wtorek, 11 stycznia 2011

U naszych sąsiadów: Słowacja


Cele wyprawy

Naszym głównym celem wyprawy było zwiedzenie jak największej liczbę zamków, jaskiń, skansenów, zabytków techniki oraz muzeów w środkowej i wschodniej Słowacji w ciągu 17 dni. Poza tym chcieliśmy zwiedzić pozostałości starożytnej prowincji rzymskiej "Aquincum" znajdującej się na terenie obecnego Budapesztu, największą świątynię katolicką na Węgrzech znajdującą się w Esztergom, a także Zamek Wyszehradzki.

Przygotowania do wyprawy

Informacje - mieliśmy wydrukowane telefony alarmowe obowiązujące na terenie Słowacji i Węgrzech, dane kontaktowe ambasad polskich, a także adresy autoryzowanych punktów napraw naszego samochodu (tak na wszelki wypadek). Informacje o zamkach, jaskiniach, skansenach i innych atrakcjach czerpaliśmy głównie ze strony www.slovakia.travel, niestety jak się w praktyce okazało informacje zamieszczone tam nie są aktualizowane na bieżąco, przez co nieraz trafialiśmy na zamek który akurat był...budowany:/ Również rozkłady wejść do jaskiń nie są uaktualniane, dlatego wybierając się na zwiedzanie ich warto się zapoznać z aktualnymi godzinami na stronie www.ssj.sk.

Nawigacja - do orientacji w terenie używaliśmy zarówno nawigacji GPS jak i tradycyjnej papierowej mapy Słowacji. Przed wyjazdem znaleźliśmy wszystkie planowane do odwiedzenia miejsca w Google Maps, dzięki temu poznaliśmy topografię odwiedzanego terenu, a także pobraliśmy współrzędne geograficzne i GPS. Te pierwsze mieliśmy wydrukowane (na wypadek awarii GPSa), natomiast te drugie wprowadzone (przed podróżą) do pamięci nawigacji.

Dobšiná 

Plan - przygotowując wyjazd sporządziliśmy dokładny grafik wyprawy, pozwalający zoptymalizować przebytą trasę i wykorzystanie czasu. Mieliśmy rozpisany każdy dzień na godziny zwiedzania atrakcji turystycznych. Prawie każdego dnia wyjeżdżaliśmy między 8 a 9 rano a wracaliśmy między 21 a 22 wieczorem. Nasz grafik mogła pokrzyżować pogoda...i tak niestety się zdarzało. Więc nie udało nam się zwiedzić wszystkich zaplanowanych miejsc. Z powodu załamania pogody musieliśmy skrócić czas trwania wyprawy o 2 dni. Robiąc grafik wyprawy warto, o ile jest to możliwe zaplanować dni w które będzie się zwiedzać atrakcje niezależnie od pogody. Do miejsc możliwych do zwiedzenia np. podczas deszczu możemy zaliczyć: kopalnie, sztolnie, jaskinie, muzea. I jeżeli podczas wyjazdu trafi się na deszczowe dni to wtedy warto je wykorzystać na zwiedzanie wyżej wymienionych atrakcji:)

Prowiant - zdawaliśmy sobie sprawę, że jedzenie będzie droższe niż w Polsce, więc zabraliśmy ze sobą trochę jedzenia. Zaopatrzyliśmy się głównie w konserwy mięsne, pasztety, ser żółty paczkowany, słodycze...ogólnie produkty z dłuższym okresem ważności. Wzięliśmy także ze sobą gotowe kotlety na pierwsze dni pobytu. Żywność przechowywaliśmy w lodówce samochodowej, uzupełnionej dodatkowo wkładami chłodzącymi (doskonale się sprawdziła pomimo panujących upałów).

Nocleg - planowaliśmy nocować w trzech miejscach. W środkowej Słowacji (8 nocy), następnie na Węgrzech (2 noce u rodziny) i we wschodniej części Słowacji (4 noce). Pierwszy nocleg zarezerwowaliśmy z wyprzedzeniem poprzez www.limba.com w pobliżu Bańskiej Bystrzycy (słow. Banská Bystrica). Rezerwacji i opłaty dokonaliśmy drogą elektroniczną. Mailem otrzymaliśmy voucher i bardzo dokładne informacje (adres, współrzędne geograficzne, mapy i fotografie okolicy) jak trafić na miejsce. Natomiast ostatni nocleg postanowiliśmy znaleźć na miejscu w okolicy Spiskiej Nowej Wsi (słow. Spišská Nová Ves).

Wyposażenie samochodu - korzystając z informacji zamieszczonych na stronie Ambasady Republiki Słowackiej (zakładka "usługi konsularne") uzupełniliśmy wyposażenie samochodu. Warto pamiętać w szczególności o zapasowych bezpiecznikach elektrycznych i żarówkach (po jednej z każdego typu), kamizelce odblaskowej (trzeba ją mieć w kabinie samochodu, a nie w bagażniku!) i apteczce samochodowej.

Wyposażenie plecaka - oczywiście nie do każdej atrakcji turystycznej można podjechać samochodem...dotyczy to głównie jaskiń i zamków, więc nie należy zapominać odpowiednim wyposażeniu plecaka. Warto pamiętać o pelerynie i dodatkowej parze skarpetek (zawiniętych szczelnie w torebkę foliową). My oprócz prowiantu i wody zabieramy także statyw do aparatu , nawigację, mapę i latarkę. Ta ostatnia szczególnie przyda Wam się w słabo oświetlonych jaskiniach, sztolniach, lochach zamkowych, a także do odczytania mapy przy wieczornych powrotach. Do większości opisanych przez nas miejsc da się dojść w czasie poniżej jednej godziny, więc za dużo prowiantu nie należy brać, żeby się niepotrzebnie nie nadźwigać.

Nasze spostrzeżenia w trakcie wyprawy

Widok z zamku Poważskiego (Považský hrad)

Drogi - w środkowej części Słowacji biegnie sporo dróg ekspresowych i autostrad, im dalej przesuwaliśmy się na wschód i południe (w okolice Słowackiego Raju) tym drogi były coraz gorsze, niektóre z nich wręcz tragiczne! Większość głównych dróg na Słowacji jest płatna, to też zaraz po przekroczeniu Polsko-Słowackiej granicy udaliśmy się do najbliższych przygranicznych sklepów by zakupić winietę. Koszt winiety na miesiąc (taką zakupiliśmy) to wydatek 9,90 EUR, były też winiety jednotygodniowe w cenie 4,90 EUR. Tak więc, przy planowanym 15 dniowym pobycie, nie opłacało nam się kupować kilku winiet jednotygodniowych. Drogi na Słowacji są dość dobrze oznakowane, nie mieliśmy większych problemów z trafieniem do żadnego z miejsc. Przy drogach biegnących w pobliżu atrakcji turystycznych, zazwyczaj znajdują się drogowskazy prowadzące do nich. Na Węgrzech poruszaliśmy się drogami bezpłatnymi o standardzie nawierzchni zbliżonym do Polskich.
Znaleźliśmy informację, że zatrzymywanie się w lesie jest zabronione, więc szukajcie raczej przydrożnych parkingów lub zatoczek, jest ich sporo.

Kierowcy - po kilku dniach pobytu na Słowacji zorientowaliśmy się, że tutejsi kierowcy jeżdżą równie brawurowo jak Polscy. Podobnie sytuacja wygląda na Węgrzech.

Policja - po przeczytaniu informacji na kilku polskich forach internetowych dotyczących podróży po Słowacji samochodem...można dojść do wniosku, że tamtejsza policja poluje szczególnie na polaków. Tak więc za cel wyznaczyliśmy sobie nie złapać mandatu jeżdżąc zazwyczaj;) z przepisową prędkością. No i jak się okazało...policja słowacka nie jest taka straszna. Podczas podróży po terenie Słowacji zrobiliśmy co najmniej 2 tys. km i nie zauważyliśmy, aby policja się szczególnie interesowała samochodami na polskich tablicach. Fakt, że najwięcej patroli policyjnych spotkaliśmy na drogach środkowo-północnej części Słowacji, czyli tam gdzie jeździ najwięcej polaków, tak więc może i w tej legendzie jest ziarnko prawdy;) Poza terenem zabudowanym często spotykaliśmy radiowozy(busy) stojące w pobliżu skrzyżowań, na pasach z zebrą po środku drogi, a nawet na parkingach. Samochody te miały na dachach zamocowane jakieś urządzenia, prawdopodobnie fotoradary. Stacjonarnych fotoradarów jest dość mało, nie są one poprzedzone znakiem ostrzegawczym, a wyglądem przypominają poprzeczkę położoną kilka metrów nad drogą. Na jednej autostradzie spotkaliśmy się z dość ciekawym sposobem łapania piratów drogowych. Jechaliśmy z prędkością autostradową, a tu nagle pojawiają się kolejne znaki ograniczenia, każdy nakazujący jechać coraz wolniej...ostatni był chyba 80km/h, a za tym znakiem znajdował się zakręt i pachołki zwężające drogę dwu pasmową do jednego pasa. Myśleliśmy, że to jakieś roboty drogowe. Jak się po chwili okazało, na odgrodzonym pasie stała policja z fotoradarem!

Słowacy - ogólnie Słowacy wydali nam się przyjaźnie nastawieni i pomocni. Na przykład chcieliśmy zakupić karty parkingowe w Bańskiej Szczawnicy (słow. Banská Štiavnica), więc weszliśmy do pobliskiego baru który prowadził taką sprzedaż. Tam sprzedawca spytał nas w którym miejscu stoi nasz samochód i powiedział, że na tym konkretnym odcinku ulicy postój jest darmowy. A przecież mógł nam sprzedać karty parkingowe żerując na naszej niewiedzy. Słowacy chętnie nawiązują kontakt z innymi turystami na szlaku.

Mniejszości narodowe na Słowacji - podczas pobytu w środkowej Słowacji, nie spotkaliśmy większych skupisk mniejszości narodowych. Dopiero jadąc w stronę granicy Węgierskiej zauważyliśmy wiele wiosek które mają zarówno słowackie jak i węgierskie nazwy. Więc przypuszczalnie właśnie na tych południowych terenach znajduje się większość węgierskiej mniejszości. Jest to efekt okrojenia za karę terytorium państwa po II wojnie światowej, gdyż Węgry podczas wojny były po stronie Niemców. I tym sposobem na Słowacji jest 9,7% mniejszość węgierska.
Podczas pobytu we wschodniej części Słowacji (w okolicach Słowackiego Raju), zobaczyliśmy jak duża jest tutaj mniejszość Romska (według Wikipedii 10% ludności kraju). Spotkaliśmy prawie całe wsie i miejscowości zamieszkane przez ludność Romską. Warunki w jakich mieszkają są bardzo złe, widać, że to biedni ludzie, rano można obserwować całe grupy zbieraczy złomu i runa leśnego. Jak będziecie przejeżdżać przez takie miejscowości uważajcie szczególnie na dzieci, niestety często bawią się przy drogach lub wracają z grzybobrania. Zdarzyło nam się, że małe dziecko bawiło się na środku ulicy (w dodatku na zakręcie, który ograniczał widoczność), a opiekun niezainteresowany robił coś przed domem. W słowackich wiadomościach telewizyjnych często był poruszany temat Romów, niestety w ujęciu negatywnym. Najczęściej były to konflikty sąsiedzkie tej mniejszości z rodowitymi Słowakami.

Język Słowacki - w naszym odczuciu Słowacy rozumieją większość tego co my mówimy, ich język też nie jest trudny. Można się dogadać:) Jeżeli oni nie znają jakiegoś wymawianego przez nas słowa, warto użyć jakiegoś polskiego synonimu, który może okazać się dla nich zrozumiały.

Ceny żywności - dla przeciętnego Polaka ceny jedzenia są dość wysokie. Dla porównania w Kielcach bochenek bardzo dobrego chleba kosztuje około 2,40PLN na Słowacji najtańszy chleb firmy Tesco kosztował 1 EUR co w przeliczeniu na nasze daje ok 4 PLN. Zaopatrywaliśmy się głównie w hipermarketach Tesco, które znajdują się w prawie każdej większej miejscowości.

Stacje paliw - najniższe ceny były na stacjach paliw Tesco, tam też tankowaliśmy. Paliwo chyba nie było najgorsze skoro jakoś do domu dojechaliśmy;)

Parkingi - im większa atrakcja w pobliżu parkingu tym wyższa opłata za parkowanie. Najdroższe parkingi spotkaliśmy w Demianowskiej Dolinie (Demänovská dolina) w pobliżu Jaskini Wolności i Lodowej w cenie 5 EUR czyli ok 20 PLN. W miastach są wyznaczone strefy płatnego parkowania, głównie w centrum. My używaliśmy kart parkingowych tylko w Bańskiej Szczawnicy (słow. Banská Štiavnica).

Zamek w Bojnicach

Zamki - zamki na Słowacji są zachowane w o wiele lepszym stanie niż w Polsce. Na ważniejszych zamkach są dodatkowe opłaty za fotografowanie. Radzimy nie fotografować na zamkach bez uiszczenia opłaty, gdyż niektóre z nich np. Zamek Orawski, bądź Zamek w Bojnicach są objęte monitoringiem! Opłata za fotografowanie bez uiszczenia opłaty to zwykle 50 EUR.

Skanseny - skanseny na Słowacji są bardzo ładnie położone na przykład Múzeum Oravskej Dediny Zuberec - Brestová. Natomiast park archeologiczny Havránok położony jest nad malowniczym jeziorem Liptovska Mara. Innym przykładem jest skansen u podnóża zamku Starej Ľubovna. 

Jaskinie - jaskinie na Słowacji są naprawdę przepiękne, każda ma swój unikatowy charakter. Większość jaskiń dostępnych dla turystów jest pod opieką Zarządu Jaskiń Słowackich (Správa Slovenských Jaskýň). We wszystkich zrzeszonych w SSJ jaskiniach obowiązuje dodatkowa opłata za fotografowanie. Niestety z powodu ograniczonego budżetu nie mogliśmy sobie pozwolić na wykupienie dość drogich zezwoleń na foto, a wykonanie dobrego zdjęcia w ciemnych pomieszczeniach przy ograniczonym czasie nie jest zbyt proste.

Liptovská Mara

Podsumowanie

Podczas naszej podróży odwiedziliśmy Słowację i Węgry, przejechaliśmy 3500 km, w czasie 15 dni. Zobaczyliśmy:
29 zamków
13 jaskiń
3 skanseny
3 zabytki techniki
1 zoo
1 bazylika
bazaltowe morze, bazaltowy wodospad
ruiny prowincji rzymskiej

Gorąco zachęcamy do odwiedzenia Słowacji!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz